literatura, moim zdaniem

Po co czytać (za) trudne książki?

co czytać dzieciom

O tym, że dzieciom należy czytać, i to jak najwcześniej, wiadomo od dawna. W świetle obecnego stanu wiedzy o rozwoju psychicznym i emocjonalnym dziecka sprawa jest oczywista. Nie będę pisać o tym po raz kolejny. Zamiast tego chciałabym Wam zaproponować bardziej kontrowersyjną kwestię – dotyczącą tego, co czytać dzieciom. A konkretnie: spróbuję przekonać Was, że warto wziąć pod uwagę za trudne książki 🙂

Jakie książki są (nie) za trudne?

Jak spojrzycie na ofertę dziecięcą wydawnictw, to zwykle znajdziecie tam przedział wiekowy 0-3 (!). Będą tam książeczki kontrastowe, sensoryczne, dźwiękowe, interaktywne, z ruchomymi albo wyciętymi elementami, z otwieranymi okienkami, a nawet zapachowe. Wszystko to (albo prawie wszystko) jest bardzo fajne. Pytanie, jak długo serwować te pozycje dziecku. Czy faktycznie maluch okołodwuletni powinien być wciąż na etapie oglądania książek i zapoznawania się z nimi? Czy jednak sięgnąć już wtedy po „prawdziwą” literaturę – taką, którą się po prostu czyta? Jestem przekonana, że maluchy poniżej 3 roku życia nadają się spokojnie do dłuższego słuchania. I warto czytać im też mniej „bobasowe” książki.

Podobnie rzecz się ma z tytułami dla starszych dzieci. Tu też wiek czytelników zakładany przez wydawnictwa wydaje mi się często mocno zawyżony. Wynika to chyba z założenia, że żeby książka była odpowiednia dla dziecka, musi być dla niego w pełni zrozumiała. Dlatego Władca Pierścieni umieszczany jest w kategorii wiekowej 12+, a Hobbit w kategorii 10-12. Tymczasem znam rodziców, którzy przeczytali Władcę Pierścieni swoim przedszkolakom. I jestem przekonana, że warto to robić. Warto czytać dzieciom dobre książki zanim jeszcze będą w stanie dostrzec wszystko „co autor miał na myśli„.

Maluchy i czytanie

Oferta literacka dla najmłodszych dzieci ma swoje uzasadnienie w wiedzy o ich możliwościach poznawczych i sposobie uczenia się. Przyjmuje się, że dzieci poniżej trzeciego roku życia nie są zwykle w stanie skupić się na czymś na dłużej niż kwadrans. Co więcej, ich uwaga ma charakter mimowolny. Nie koncentrują się na czymś, jeśli ich to nie zainteresuje. Małe dzieci potrzebują też wielorakiej stymulacji. Poznają wszystkimi zmysłami i poprzez działanie. Stąd tendencja, żeby maluchom do lat trzech proponować książki, które odpowiadają na te potrzeby. Są przeznaczone specjalnie do aktywnej lektury. Zgodnie z tym myśleniem samo słuchanie tekstu to dla nich nuda.

Po dwunastu latach prowadzenia zajęć dla uczniów, z których najmłodsi mieli półtora roku, wiem aż za dobrze, że nie jest łatwo skupić na sobie uwagę maluchów. Nie ma szans, żeby grupę trzylatków skłonić do spokojnego siedzenia i słuchania przez dłuższy czas. A jednak te same zajęcia pokazały mi, że kiedy dziecko, nawet najmniejsze, jakaś aktywność naprawdę zajmie, to za nic na świecie nie ma ochoty jej przerywać. Jest wtedy w stanie skupić się na niej na dużo dłużej niż przewidują specjaliści. Jak jesteście rodzicami, to na pewno znacie te sytuacje. Kiedy trzeba, powiedzmy, iść do domu z placu zabaw, a młode stanowczo stawia opór. I ani tłumaczeniem, ani groźbą, ani przekupstwem nie da rady go wyciągnąć.

Wcale nie jest też tak, że te najbardziej wciągające czynności zawsze muszą być związane z ruchem i angażować wiele zmysłów. Owszem, dzieci lubią być aktywne. Posadźcie jednak dwuipółroczniaka przed telewizorem. Najpewniej wytrzyma tam dłużej niż 15 minut. Ze słuchaniem książek może być podobnie. Jeśli czytacie swoim dzieciom, to możliwe, że po skończeniu ostatniej strony też wielokrotnie usłyszeliście: Jeszcze raz!. U nas to polecenie szefowej pojawiało się bardzo często i dotyczyło tak samo „bobasowych”, jak i „dorosłych” książek.

Co jest w czytaniu fajnego oprócz książki?

Maluchy, oprócz ruchu, lubią też inne rzeczy. Lubią spędzać czas z rodzicami. Mieć ich blisko siebie, słyszeć ich głos, przytulać się do nich, rozmawiać. Wszystko to mogą robić słuchając, jak im czytamy. Wspólne czytanie to nie tylko poznawanie książek. To też bycie razem. To poznawanie świata, o którym można rozmawiać w trakcie czytania. Czasem to też wygłupianie się. Z tych wszystkich powodów dziecko przeważnie chętnie słucha, jak rodzic „po prostu” mu czyta. Nie musi bawić się książką. Samo bycie z rodzicem, który w tym momencie poświęca mu całą swoją uwagę, jest wystarczająco fajne.

Oczywiście, zwykle to nie jest tak, że się po prostu siada i zaczyna czytać W pustyni i w puszczy, a maluch zamienia się w słuch. Warto stopniowo zwiększać „poziom trudności„. Zacząć od książek bobasowych. Jeśli dziecko jest zainteresowane, zabrać się za krótkie wierszyki i picture-booki. Potem przechodzić do książek z coraz większą ilością tekstu. Trzeba też wybrać dobry moment. W wielu rodzinach czytanie to element wieczornego rytuału, ale można też znaleźć odpowiednią chwilę i okoliczności w ciągu dnia. Uważam też (choć znam takich co tak nie robią, a ich dzieci i tak lubią czytanie), że w czytanie – przynajmniej pierwszych „prawdziwych” lektur – powinno się wczuć 😉 Zmieniać głos, używać dużo intonacji, robić miny. Na etapie Tolkiena to już raczej nie będzie potrzebne, ale na początek warto.

My się wygłupialiśmy czytając Bobasce długo zanim jeszcze rozumiała, co jej czytamy. Jak miała 4 miesiące i słuchała wierszyków:) Ze starszymi dziećmi zamiast takich popisów aktorskich może sprawdzić się wciąganie do rozmowy. Zadawanie pytań, tłumaczenie trudniejszych fragmentów, wspólne zastanawianie się, co będzie dalej albo dlaczego bohater książki to czy tamto powiedział lub zrobił. To też świetny wstęp do filozoficznych pogadanek:) Innymi słowy, jeśli my się zaangażujemy w czytanie, dziecko prędzej czy później zainteresuje się słuchaniem.

Nie trzeba rozumieć wszystkiego

Jestem przekonana, że warto czytać dzieciom także te książki, które nie są dla nich w pełni zrozumiałe. W przeciwnym razie można by lekturę niektórych odkładać w nieskończonosć. Władcy Pierścieni wielu dorosłych też nie zrozumie. Czy wobec tego należy, zamiast czytać Tolkiena, wziąć się za Super Express? Nie sądzę. To, co najpiękniejsze i najciekawsze w samym rozumieniu to właśnie fakt, że pozostawia ono miejsce na niejasności.

Z Bobaską (niecałe trzy lata) czytamy spokojnie książki umieszczane przez wydawnictwa w kategorii wiekowej 6+. Te dłuższe czytałyśmy na początku na wyrywki. Kubusia Puchatka zaczynałyśmy od krótkich fragmentów – Bobaska była jeszcze za mała, żeby skupić się na dłużej. Wybierałam te łatwiejsze, gdzie było więcej akcji, a mniej Kubusiowych rozkminek. To wystarczyło, żeby oswoić ją z książką i zarazić sympatią do jej bohaterów. Dzięki temu potem chciała przeczytać całość. Mamy już za sobą i Kubusia Puchatka i Chatkę Puchatka. Niektóre rozdziały czytane wielokrotnie. A sytuacje z nich znalazły swoje odbicie w zabawach Bobaski. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz do książki wrócimy. Bo – jak wiadomo – dzieci najbardziej lubią te piosenki i historie, które znają 😉

Dokładnie tak samo będzie z Władcą Pierścieni i każda inną książką, którą przeczytacie dziecku „za wcześnie”. Jeśli będziecie potrafili zrobić to tak, żeby chciało słuchać, to zawsze będzie to z dużą korzyścią dla niego. Nawet jeśli nie zrozumie wszystkiego. Trudno. Jest duża szansa, że kiedyś do tej książki wróci i wtedy zrozumie więcej.

Jak czytać dzieciom za trudne książki?

Czytając Kubusia często zatrzymywałam się przy jakimś fragmencie i własnymi słowami wyjaśniałam, co się dzieje. Albo zadawałam pytania Bobasce. Takie typu: „Jak myślisz, czemu Królik tak powiedział?”, „A Tobie też się wydaje, że Kubuś ma mały rozumek?”, „A co Prosiaczek zrobił takiego, że okazał się bardzo dzielny?”. Sprawdzałam w ten sposób, czy się nie gubi. Czasem takie objaśnianie i dociekanie nie jest potrzebne. Można przejść przez jakąś mniej zrozumiałą rzecz, nie zatrzymując się na niej, jeśli nie wydaje nam się ważna. I, oczywiście, jeśli dziecko nie zapyta. Jak zapyta, to nie ma zmiłuj – trzeba się nad tym pochylić.

W Dziwnych zwierzętach Lotty Olsson jest fragment o internecie. Orzesznica, jedna z dwojga głównych bohaterów, twierdząc, że wieszanie ogłoszeń na drzewie to już przeżytek, postanawia zamieścić je w sieci 😉 Potem okazuje się, że tę sieć rozumie dosłownie i zaprasza do jej stworzenia pająka. Bobaska nie miała pojęcia, na czym tu polega żart. Nie wie jeszcze, co to internet. Zastanawiałam się, czy jakoś jej to tłumaczyć. Ostatecznie uznałam, że nie ma co, bo to nie jest raczej najciekawsza rzecz, jaką dwulatek może wyciągnąć z tej książki. Po prostu jej to przeczytałam i przeszłyśmy do następnego rozdziału. Bobasce to nic a nic nie przeszkadzało. Nie miało to żadnego wpływu ani na ogarnięcie fabuły, ani przesłania książki.

Bez nieznanego nie ma poznawania

I teraz pojawia się pytanie: po co to właściwie robić? Po co czytać wierszyki czteromiesięcznemu maluchowi? Albo Tolkiena przedszkolakom? Najogólniej napisałabym: bo można;) A skoro można, to czemu nie? Obcowanie z książkami – także tymi najprostszymi, których się jeszcze nie czyta, jest zawsze czymś wartościowym. W pewnym momencie to może jednak być za mało. Jeśli dziecko jest gotowe na większe wyzwanie intelektualne, to warto je przed nim postawić.

Proces poznawczy przebiega w ten sposób, że przechodzimy od nieznanego do znanego. Jeśli będziemy tkwić cały czas w obrębie tego, co znane, to niewiele z tego wyniknie. Zauważmy, że do nauki zniechęca nas zarówno sytuacja, gdy coś jest za trudne, jak i taka, gdy jest za łatwe. W pierwszym przypadku brak nam motywacji, bo nie widzimy efektów. Z kolei w drugim po prostu się nudzimy.

W czym są lepsze trudne książki?

Można też bardziej szczegółowo odpowiedzieć, dlaczego warto wprowadzać do wspólnej lektury książki wykraczające ponad aktualne możliwości poznawcze dziecka. Podstawowe korzyści, jakie widzę, są takie:

1. Trudniejsze książki to bogatsze słownictwo.

Dzięki temu czytanie ich sprzyja rozwojowi mowy dziecka. Pięciolatek, któremu rodzice czytają Hobbita ma dużo lepszą okazję do poznawania nowego słownictwa niż ten, który zatrzymał się na Kici Koci. Dotyczy to również jeszcze niemówiących dzieci. Tym ostatnim powinno się opowiadać książki własnymi słowami i używać wyrazów dźwiękonaśladowczych. Jednak słowa i wyrażenia, które czytamy, również zapisują się w pamięci biernej.

2. Czytanie trudnych książek bardziej rozwija dziecko: intelektualnie, emocjonalnie, etycznie, a nawet społecznie.

Trudne książki mają bardziej rozbudowaną treść. Pierwsze fabularne historie dla maluchów dotyczą zwykle takich sytuacji jak układanie się do spania czy mycie zębów. To bardzo fajne dla najmłodszych dzieci, które lubią czytać o tym, co znajome. Jednak dla starszaków to zdecydowanie za mało. Dlatego warto jak najszybciej przejść ten etap i zacząć czytać dzieciom książki, których bohaterowie mają porządne przygody. Dziecko ma okazję przyjrzeć się wtedy ich działaniom i postawom. A także uczuciom i temu, jak sobie z nimi radzą oraz relacjom, które łączą ich z innymi.

3. Książki o bardziej rozbudowanej treści to większa porcja wiedzy.

W zależności od tego, jaką literaturę wybieramy, dziecko znajdzie tam inne informacje. Niezależnie jednak od typu książki ta bardziej „zaawansowana” będzie zawierać ich więcej niż prostsza.

4. Czytanie trudnych książek to dobra okazja do wspólnego filozofowania.

Wszelkie niejasności bardzo sprzyjają rozmowie. Słuchając prostej książki, dziecko raczej nie będzie miało ochoty przerywać, żeby o niej pogadać. Jeśli natomiast znajdą się w niej fragmenty dla niego niejasne, to jest duża szansa, że dodatkowe objaśnienia i pytania przyjmie chętnie. Poza tym to, co nie całkiem zrozumiałe, bywa najbardziej interesujące.

5. Czytanie trudniejszych książek z dzieckiem to sposób na to, żeby je polubiło zanim jeszcze pozna je w szkole

Jak się nie czyta z dzieckiem porządnych powieści to jest duża szansa, że zetknie się z nimi dopiero jako z obowiązkową lekturą szkolną. Wtedy zostaną rozebrane na czynniki pierwsze i omówione zgodnie z kluczem. Okaże się, że są typowym przykładem któregoś nurtu literackiego, występuje w nich popularny motyw czegośtam albo że użyto w nich określonych środków stylistycznych. A, co najgorsze, być może wtedy pozna je w wersji Bryka.

A Wy co czytacie swoim dzieciakom? Wybieracie książki zgodne z ich etapem rozwojowym czy sięgacie także po te „trudne”? Czytacie z niemowlakami? Jak radzicie sobie z trudniejszymi fragmentami?

Jak brak Wam pomysłów na konkretne książki, które można próbować czytać już dzieciom poniżej trzeciego roku życia, to kilka propozycji znajdziecie TUTAJ.

fot. Daria Shevtsova/pexels.com

Tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda
Magda
7 miesięcy temu

Kubus Puchatek tez przeczytany i czytany. Czytamy teraz opowiadania stanowiące wstęp do Dzieci z Bullerbyn. Ale najbardziej liczę na to, ze wkrótce weźmiemy się za Harrego Pottera 😉

Kasia
Kasia
7 miesięcy temu

U nas Harry Potter mimo młodego wieku młodszego (5 lat) wszedł bez problemu- obaj chłopcy przeżywali i nie chcieli kończyć. Kazali mi nawet nosić książki w trakcie chodzenia po górach żebym im czytała w bo trakcie przerwy na odpoczynek😉 Ba! Zarazili swoim entuzjazmem również kuzynów. Władcę Pierścieni również zaczęliśmy mimo, że wiele osób odradzało mi. Młodszy ma teraz 6 lat i rzeczywiście nie zawsze słucha urwanie, czasem coś mu umknie. Starszy (7 lat) dokładnie wie co się dzieje u kto jest kim +czasem nawet lepiej niż ja) dopytuje, przeżywa, cieszy się razem z bohaterami i razem z nimi smuci albo złości. Oczywiście jestem pewna lub mam nadzieję, że jak będą starsi wrócą do lektury samodzielnie, ale już teraz uważam, że to była świetna decyzja, że czytamy takie książki wspólnie😁