rodzicielstwo

O listach (nie tylko) miłosnych

listy miłosne

Kiedy ostatnio dostaliście albo daliście komuś Walentynkę? Co to było? Kartka, czekoladki, kwiaty? A może najprawdziwszy w świecie list miłosny? Taki pisany ręcznie, na ładnym papierze, znacznie dłuższy niż standardowy tekst na pocztówce. W wersji oldschool może nawet z zasuszonym kwiatem, fotografią albo jakimś innym drobnym sentymentalnym drobiazgiem w kopercie. I z dołączonym do niego rysunkiem – portretem najlepiej. Brzmi trochę staroświecko? Może i tak. A jednak będę dziś przekonywać, że list to fantastyczna rzecz. A wspólne przygotowywanie listu, nie tylko z okazji Walentynek, to świetny pomysł na rozwijajacą aktywność z dzieckiem.

Dlaczego nie piszemy już listów miłosnych?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista, choć, moim zdaniem, trochę smutna. Nie piszemy listów, bo nie musimy. Mamy telefony komórkowe, media społecznościowe. Zamiast żmudnie skrobać słowa, które mają opisywać moje uczucia, mogę je wyrazić z pomocą emotikona. Zamiast opisywać kochanej osobie, co robię, kiedy jest daleko ode mnie, mogę nagrać relację. Nie potrzebna mi też koperta, żeby zamieścić zdjęcie. A suszone kwiaty mogę zastąpić gifem. Wszystko to znacznie prostsze. A do tego bardziej eko, bo nie marnuję papieru 😉

Kiedy chcę komuś dać znać, że o nim myślę, mogę to zrobić natychmiast. Nie muszę wysyłać listu i czekać. Zastanawiać się, czy list dotarł, czy nie i czy ktoś się z niego ucieszył. Wiem to wszystko od razu, bo od razu mogę dostać odpowiedź. Dzięki temu znacznie łatwiej o spontaniczność. I o kontakt z drugą osobą. Kiedy chcemy się zobaczyć i usłyszeć, a jesteśmy daleko, wysyłamy filmy albo rozmawiamy na zoomie. A list? List to nie twarz kochanej osoby, nie jej głos, mimika, ani gesty. List to tylko słowa. Czy na pewno „tylko”?

Rozmowa to więcej niż słowa

Filozoficzną krytykę słowa pisanego przeprowadził już Platon w dialogu Fajdros. Jak twierdził, zapisywanie myśli sprawia, że przestajemy ćwiczyć pamięć. Notujemy coś i wydaje nam się, że skoro zanotowane, to opanowane. Tymczasem jest wprost przeciwnie – zapisujemy i zapominamy. Ciekawe, co Platon powiedziałby teraz – w dobie internetu i wikipedii? 😉

Co istotne, filozof pomimo swojej krytyki pisma, sam zapisał wieeeeeeele stron 😉 Mogłoby się wydawać, że to niezła hipokryzja. Broniłabym go jednak, podkreślając, że to co zapisywał, to dialogi. Utrwalał więc żywą rozmowę konkretnych osób. A rozmowa to coś znacznie więcej niż słowa – to słowa wypowiedziane przez kogoś do kogoś.

Listy (miłosne i nie tylko) jako sposób na rozmowę

List nie jest rozmową „na żywo”. A jednak jest w pewnym sensie rozmową. Zwłaszcza, jeśli doczeka się odpowiedzi. List kierowany jest zawsze do kogoś, zwykle do kogoś nam bliskiego. I dotyczy spraw ważnych dla nas. Można napisać w smsie: „kup kawę i pieluchy”. Ale czy napisalibyście to w liście? Raczej nie. No może w postscriptum 😉 A co byście napisali? O czym są, na przykład, znane listy wybitnych autorów? Są pełne przemyśleń – filozoficznych, naukowych, społecznych. A inne, te miłosne właśnie, opisują uczucia, tęsknoty, pragnienia, czasem całkiem zwykłe zdarzenia. Tylko to są te zwykłe zdarzenia, którymi – z jakiegoś powodu – autor chciał się podzielić z ukochaną osobą.

Krótko mówiąc, listy – nawet nie tylko te miłosne – są czymś bardzo osobistym. I to jest ich najważniejsza cecha. Pisząc list, chcę otworzyć się przed drugą osobą. Jednocześnie sama mam szansę lepiej zrozumieć swoje myśli i uczucia. Nikt mi nie przerywa. Mogę dokładnie wyrazić to, o co mi chodzi. Mam czas, żeby znaleźć odpowiednie słowa.

Co takiego mają listy, czego nie ma facebook, instagram, ani sms?

Swojego czasu – w burzliwym okresie dorastania – pisałam listy. Nie listy miłosne – aż tak staroświecka nie byłam 😉 Do przyjaciółek – miałam kilka takich, co były równie oldschoolowe i też im to pasowało. Z jedną z nich chyba właśnie dzięki tym listom tak mocno się zaprzyjaźniłam. Oprócz tego połączył nas zespół Buckshot Lefonque, a potem także Jimmi Hendrix oraz skłonność do licealnego zakochiwania się po cichu i bez wzajemności. Ta ostatnia stała się zresztą jedną z podstawowych inspiracji dla naszych listów 😉

Całą tę korespondencję trzymam na pamiątkę. I uważam, że było to jedno z ważniejszych doświadczeń mojej wczesnej młodości, które mocno na mnie wpłynęło. Jestem przekonana, że gdybyśmy zamiast tego korzystały z instagrama, facebooka, czy wyłącznie smsów (żeby nie było, smsy też pisałyśmy – to jednak XXI wiek!) to nasza relacja ukształtowałaby się całkiem inaczej. I moja głowa też.

Czuję się więc specjalistką. I z przyjemnością wytłumaczę Wam, dlaczego uważam, że nie tylko dla nieśmiałych nastolatek pisanie listów może być rozwijające.

Dzieci listy piszą czyli czemu w ogóle ten wpis znalazł się na blogu

Po co pisać z dzieckiem listy? Bo list to coś naprawdę fajnego, czym można komuś zrobić przyjemność. Szkoda by było, gdyby Twojemu dziecku kojarzyło się to wyłącznie z jednym z typów wypracowania na egzaminach językowych. I dlatego, że to świetna okazja, żeby zrobić coś razem z dzieckiem. Coś trudnego i niecodziennego. A w dodatku doskonały sposób na rozwijanie całej masy różnych umiejętności. Jakich? Już Wam mówię.

Oto, w jaki sposób pisanie listów sprzyja rozwojowi Twojego dziecka:

1. Pisanie listów pozwala rozwijać mowę i umiejętności komunikacyjne. To zupełnie inna sytuacja  niż rozmowa „na żywo”. Małe dziecko, rozmawiając, używa raczej krótkich, pojedynczych zdań. Nie buduje najczęściej dłuższej wypowiedzi. A list to właśnie taka dłuższa wypowiedź. W dodatku trzeba wymyśleć, o czym właściwie chce się opowiedzieć, albo co komuś przekazać, a to wcale nie jest łatwe.

2. Pisanie listu to dobra okazja, żeby poćwiczyć z dzieckiem rozpoznawanie i nazywanie uczuć. Dziecko może napisać w liście z wakacji do babci, że za nią tęskni. Albo opowiedzieć o czymś, co sprawiło mu wielką radość. Albo o czymś, czego nie może się doczekać. Może też opisać zdarzenie, które go przestraszyło. I całą masę innych rzeczy. Ważne jest to, że w liście o czymś możemy opowiedzieć, także o własnych emocjach.

3. Przygotowanie listu wymaga dużej kreatywności (od dziecka i od rodzica;)). Szczególnie wtedy, kiedy dziecko nie potrafi jeszcze pisać;) Trzeba zadbać o treść i formę. Opisać, narysować czy w inny sposób przedstawić to, co chce się komuś przekazać. Wobec tego list to sposób na uaktywnienie nie tylko lewej, ale i prawej półkuli mózgu 🙂

4.List jako forma komunikacji, i to niestandardowa, jest okazją do rozwoju umiejętności społecznych. Uczy zwracania się do kogoś. Wymaga zastanowienia, co tę osobę może interesować. A na początek – zdecydowania, komu w ogóle chcę taki list dać.

Czytacie to sobie i myślicie: no wszystko pięknie, fajnie, tylko jest mały problem: małe dziecko raczej nie jest w stanie napisać listu. Po pierwsze dlatego, że nie umie pisać. A po drugie dlatego, że cały ten koncept jest raczej mało czytelny dla takiego, na przykład przedszkolaka. A jednak da się to zrobić. Wiem, bo próbowałam.

Jak się zabrać do pisania listu z dzieckiem?

Pamiętajcie, że list to nie musi być dużo tekstu na kartce papieru. Zwłaszcza, jeśli jego autorem lub współautorem ma być małe dziecko. Na samym początku list może składać się z samych obrazków. Fajnie jednak porozmawiać wtedy z dzieckiem, co rysuje i dlaczego to akurat wybrał. Czyli, co ten obrazek ma powiedzieć adresatowi. Poza tym nie zawsze musimy pisać obszernie. Jakie są krótkie listy miłosne, które możemy pisać na co dzień i nauczyć tego zwyczaju dziecko? Karteczka przyklejona do mężowego komputera. Pod warunkiem, że jej treść to nie „pamiętaj o praniu” 😉 Albo pocztówka z jakimś miłym słowem zostawiona w książce, którą oddajemy przyjaciółce. Kartka z życzeniami na imieniny dla mamy. Albo obrazek na drzwiach pokoju dziecka. Przedstawiający coś fajnego, co dziś będziemy robić.

Napis „Kocham Cię, tato” to też jest piękny, choć krótki list miłosny. Zwłaszcza jeśli towarzyszy mu starannie wymalowany portret. Choćby na oknie. Od czegoś trzeba zacząć.

Nasze pierwsze epistolograficzne kroki z Bobaską to laurki i kartki z wakacji. Laurki staramy się robić na wszystkie możliwe okazje – zwłaszcza dla babć. Jest tam, oczywiście, zawsze „dzieło” (tak Bobaska nazywała swoje prace plastyczne, jak była jeszcze małym Klopsem, który uczył się mówić). Czasem jest też treść. Wtedy to już jest list pełną gębą. Zwykle ja coś piszę, co wspólnie redagujemy. Czasem „pisze” Młoda, a ja obok albo z drugiej strony zamieszczam tłumaczenie. W tej ostatniej wersji przygotowany był też nasz pierwszy – zeszłoroczny – list do Świętego Mikołaja.

Czy to się może udać?

Nasze pierwsze wspólne pocztówki z wakacji wypisywałam ja, ale Bobaska częściowo dyktowała. A na niektórych robiła ilustracje. Wtedy (miała dwa lata z małym haczykiem) zadawałam jej pytania pomocnicze: „to może napiszemy, co dziś robiłaś?” i inne takie. Kilka miesięcy później, już wtedy dwuipółletnia Bobaska usiadła przy swoim stoliku z kartką i kredkami i zaczęła coś skrobać. Pytam, co robi. A ona odpowiada, że pisze list. Więc zainteresowałam się, do kogo i o czym. I podyktowała mi cały. Wyglądało to tak:

A tu tłumaczenie (czyli to, co podyktowała): „Julku i Bartku, nie mogę do Was dzisiaj przyjść, bo już jest późno i mogę spotkać groźnego wilka. Ostatnio u Was byłam. I kiedyś jeszcze do Was przyjdę. Może następnym razem Wy mnie odwiedzicie? Wasza mama musi wtedy upiec tort z czymś słodkim”. Był też podpis – widać na zdjęciu, to ten różowy na dole 😉 Moim zdaniem, epistolografię ma w jednym palcu;)

A Wy piszecie listy? Jeszcze jest czas, żeby przygotować choćby kartkę z okazji Walentynek! Dla partnera. A może i dla dziecka? Po to, żeby dać mu dobry przykład. I żeby poczuło na własnej skórze, jak to fajnie dostać list 🙂

Tagged , , , , , , , , ,
Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Belka
Belka
7 miesięcy temu

Ja i moja córka jesteśmy trochę do tyłu z pisaniem listów w porównaniu z Twoją Bobaską. Tylko Mikołaj dostąpił zaszczytu przeczytania o czym marzy Hela 😀 Musimy robić to częściej, bo pisanie listów jest super. Sama też pisałam listy do przyjaciółek (podstawówka/liceum) i nawet gdzieś je mam. Czas je odkopać.

Justyna
Justyna
7 miesięcy temu

Jaki wspaniały wpis 🙂 muszę wypróbować to z Młodym, jak już trochę ogarnie że kredki są nie tylko do jedzenia 😉

MamaMuminka
MamaMuminka
7 miesięcy temu

W przyszłym roku na pewno napiszemy list i to może sprobujemy wierszem. Dziś tylko obśliniliśmy długopis. (Ale za to z uczuciem 🤪).
Myślę sobie, że w tym kontekście nawet nieco abstrakcyjne rymowanki mogą być wciągające dla maluchów a przy tym oswajają z rytmem i melodią języka. Ćwiczą też kreatywność.

Kasia
Kasia
7 miesięcy temu

Ja pisałam mnóstwo listów i zawsze uważałam, że nic tego nie zastąpi- mail, sms ani rozmowa telefoniczna. No i również je zachowałam i zawsze mogę do nich wrócić. Fakt że widzę czyjeś pismo takie prawdziwe ani drukowane literki- czyni je bardziej hmm osobistymi i wywołującymi emocje. To wspaniała myśl, żeby pisać z dziećmi! I może też dla dzieci- może kiedyś i one z chęcią przeczytają taki list😁