moim zdaniem, rodzicielstwo

Moje dzieci się kłócą – czyli o szlachetnej sztuce dialogu

Nie lubimy się kłócić. A jeszcze bardziej nie lubimy, kiedy kłócą się nasze dzieci. Zdarzają się wprawdzie osoby, które potrzebują od czasu do czasu wykrzyczeć swoje racje. Dla, tak zwanego, oczyszczenia atmosfery. Żyjąc w rodzinie uczymy się jednak, że taka droga rzadko prowadzi do czegoś dobrego. W kłótni często mówimy rzeczy, których później żałujemy, wyrzucamy wszystkie „brudy”, które przyjdą nam do głowy i potrafimy zupełnie niesprawiedliwie potraktować drugą osobę. Dzieci tym bardziej nie przebierają w środkach. Ich konflikty mogą kończyć się nie tylko eskalacją trudnych emocji, ale też rękoczynami. A jednak spory – szczególnie te pomiędzy dziećmi – mają głęboki sens. I są okazją do tego, by kształtować bezcenne umiejętności życiowe.

Dlaczego nie lubimy, kiedy dzieci się kłócą

Kłótnie pomiędzy dziećmi potrafią dać w kość rodzicom i opiekunom. Niemal zawsze generują mnóstwo hałasu, wywołują albo potęgują trudne emocje, a czasem doprowadzają do ostrych starć fizycznych. W dodatku budzą niepokój o wzajemne relacje rodzeństwa czy kontakt dziecka z rówieśnikami. Boimy się, że skoro dzieci się kłócą, to coś jest między nimi zdecydowanie nie w porządku. Jeśli to my spieralibyśmy się w ten sposób z partnerem, przyjaciółmi albo ze swoim dorosłym rodzeństwem, to raczej nie świadczyłoby dobrze o naszym kontakcie z tymi osobami. Z tych wszystkich powodów staramy się często zdusić kłótnie pomiędzy dziećmi zanim się jeszcze na dobre rozpętają. Wkraczamy do akcji i przekonujemy, żeby któreś odpuściło, tłumaczymy że nie warto się kłócić albo odwołujemy się do argumentów w stylu: „Jesteś starszy, to mu ustąp”.

Pokusa, żeby nie dopuścić do kłótni pomiędzy dziećmi jest w pełni zrozumiała: kto lubi słuchać wrzasków, płaczu i wszystkich tych: „Jesteś głupi!”, „Nie lubię Cię!” i „Już nigdy nie będę się z Tobą bawić”. A jednak nie od dziś wiadomo, że unikanie konfliktów nie jest wcale dobrą strategią. Osoba, która za wszelką cenę dąży do zgody z innymi przestaje zabiegać o to, co dla niej samej jest ważne. I najczęściej kończy z poczuciem zaniedbania i żalem do bliskich – o to, że nie uwzględniają jej potrzeb i istotnych dla niej wartości.

Dokładnie to samo dzieje się z dziećmi. Ucząc je, że „nie wolno się kłócić”, pokazujemy, że nie warto walczyć o swoje potrzeby, wartości czy przekonania. Lepiej odpuścić. Dla świętego spokoju. Chcielibyście, żeby Wasze dziecko jako dorosły człowiek tak robiło? Podejrzewam, że nie bardzo.

Kłótnie a dialog

Kłótnie mają wiele wspólnego z dialogiem. Można by powiedzieć, że są pewną – choć mocno niedoskonałą – jego formą. Pojęcie dialogu kojarzy nam się dziś przede wszystkim z tolerancją, akceptacją i otwartością na drugiego człowieka. Na jego potrzeby i poglądy. Faktycznie, bez tego żaden prawdziwy dialog nie jest możliwy. Jeśli mam z kimś prowadzić jakąkolwiek budującą i merytoryczną dyskusję, muszę przyjąć otwartą postawę wobec tej osoby. Chcieć jej wysłuchać, wykazać się zainteresowaniem wobec jej punktu widzenia. A jednak dialog nie tylko do tego się sprowadza.

Klasyczne dialogi filozoficzne to nic innego jak rozmowy. Jednak nie każda rozmowa jest dialogiem (trochę więcej o tym pisałam TUTAJ). Jedynie taka, która jest próbą odnalezienia odpowiedzi na konkretne pytania i w której rozmówcy wyrażają i argumentują swoje opinie. Klasyczny dialog to nie pogawędka. Nie chodzi w nim o sam akt słuchania, ale o przedmiot dyskusji. Uczestnicy dialogu, rozmawiając – czyli słuchając się nawzajem i wyrażając swoje przekonania – wspólnymi siłami dążą do tego, żeby odkryć prawdę na jakiś temat. Dialog – podobnie jak kłótnia – jest rodzajem sporu. Tyle tylko, że tu nie jest tak ważne KTO ma rację, ale CO jest racją. A to całkowicie zmienia nastawienie rozmówców. Podczas gdy w kłótni traktują się oni jak przeciwników, w dialogu są partnerami.

Dobra kłótnia nie jest zła

Mój dziadek lubił ponoć mówić, że z głupim w ogóle nie będzie gadał – głupiemu może co najwyżej „dać w mordę”;) To mało wyszukane stwierdzenie pokazuje bardzo ważną rzecz. Fakt, że w ogóle jesteśmy skłonni wchodzić z drugą osobą w jakiś spór słowny świadczy o tym, że widzimy sens takiej konfrontacji. Wbrew pozorom, kłótnie wcale nie najgorzej świadczą o naszej relacji z drugą osobą. Gorzej byłoby, gdybyśmy nie podejmowali próby przekonania kogoś do swojej racji tylko od razu przechodzili do rękoczynów. Albo w ogóle odpuszczali w przekonaniu, że nie ma sensu gadać, bo i tak nic z tego nie będzie. Jeśli dzieci się kłócą, to dają sobie nawzajem szansę. Kłótnia – nawet ta bez przebierania w środkach – jest bądź co bądź próbą nawiązania kontaktu. Tyle tylko że często nieudaną.

Chyba każdy świadomy rodzic troszczy się o właściwe poczucie własnej wartości swoich dzieci. O to, żeby były komunikatywne, asertywne, potrafiły funkcjonować w grupie społecznej i nawiązywać relacje. Często traktujemy kłótnie jako niepokojący symptom świadczący o tym, że dziecko ma problemy z dogadywaniem się z innymi. Dla odmiany proponuję spojrzeć na nie jako na szansę – okazję dla dziecka do tego, by kształtowało kompetencje komunikacyjne i społeczne. Kłótnie:

  • Są sposobem na znalezienie ujścia dla trudnych emocji – innego niż fizyczna agresja,
  • Uczą radzenia sobie w sytuacji konfrontacji – jeśli dzieci się kłócą, to znaczy że nie dają się łatwo zdominować, nie przyjmują biernej postawy kiedy ktoś próbuje na siłę narzucić im swoją wolę, mają swoje zdanie,
  • Uczą obrony tego co dla nas ważne – kłócąc się, pokazujemy że jesteśmy gotowi walczyć o istotne dla nas wartości i zadbać o swoje potrzeby,
  • Pokazują, że istnieją jakieś prawa i zasady, na które można się powołać prowadząc spór – jeśli, na przykład, spieram się o to, kto powinien się teraz bawić autem, to odwołuję się zwykle do prawa własności (czyj jest samochodzik?) i ustalonych wcześniej reguł dotyczących zabawy (kto pierwszy zaczął się nim bawić?), czasem również do zasad grzeczności (może któreś dziecko jest gościem w domu drugiego?),
  • Mogą być okazją do tego, by ćwiczyć wyrażanie oraz argumentowanie własnego zdania.

Jak wspierać kłócące się dzieci

Oczywiście byłoby wspaniale, gdyby udało się kłótnie zastąpić kulturalnym i opartym na wzajemnym szacunku dialogiem. I gdyby nasze dzieci też potrafiły w ten sposób ze sobą rozmawiać. Wiemy jednak, że to nawet dla nas – dorosłych ludzi – bywa problematyczne. Tym bardziej trudno oczekiwać tego od dzieci. Nie szkodzi – nie od razu Kraków zbudowano. Od czegoś trzeba zacząć. A kłótnie – choć męczące, przykre, a czasem doprowadzające do rękoczynów – wcale nie są takim złym początkiem. Oczywiście pod warunkiem, że na tym się nie zatrzymamy.

Jak dobrze pójdzie, dzikie krzyki naszych dzieci z czasem (choć prawdopodobnie będzie musiało upłynąć go dużo!) będą coraz bardziej przypominać cywilizowany dialog. Zależy to oczywiście od wielu czynników, takich jak choćby temperament „rozmówców”. Duży wpływ na kształt sporów pomiędzy dziećmi ma jednak także nasza postawa. Co wobec tego robić, żeby nasi mali gladiatorzy zmienili się w filozofów?

Wytrzymaj 😉

Nie jest łatwo, słysząc jak dzieci się kłócą, nie zareagować głośnym: „Przestańcie wreszcie”!. I zarządzić, co każde z nich ma zrobić, zabrać przedmiot sporu czy w inny sposób rozwiązać ich konflikt po swojemu. Czasem sytuacja jest tak napięta, że – czy to dla dobra dzieci czy własnego – po prostu nie da się inaczej. A jednak warto pozwalać dzieciom na to, by – kiedy to możliwe – starały się samodzielnie rozwiązywać swoje konflikty. I powstrzymać się choćby od kategorycznego: „Nie wolno się kłócić!”.

Bądź mediatorem

Dzieci dopiero uczą się rozwiązywania konfliktów. Im są młodsze, tym częściej sytuacje konfliktowe będą kończyć się płaczem, biciem, gryzieniem i jeszcze większą frustracją. Dlatego na początku często będą potrzebować naszej pomocy w rozwiązywaniu sporów. Nie rozwiązujmy ich jednak za nie. Starajmy się nie występować w roli sędziego, który ustali kto jest winien albo komu należy się samochodzik. Zamiast tego pomóżmy w zrozumieniu sytuacji. Pokażmy, o co chodzi każdej ze stron. Zaproponujmy rozwiązania, z których dzieci mogłyby wybrać to, które odpowiada obydwojgu. Dzięki temu z czasem powinny coraz lepiej radzić sobie z takimi sytuacjami samodzielnie.

Dyskutuj

Dajmy przykład. Kiedy młody czy młoda próbuje spierać się z nami, starajmy się tłumaczyć, z jakiego powodu się na coś nie zgadzamy. W ten sposób dostarczamy dzieciom narzędzi potrzebnych do tego, żeby kiedyś potrafiły wyrażać własne potrzeby i argumentować swoje przekonania. Zdecydowanie warto to poćwiczyć „na zimno”, a nie tylko wtedy, kiedy dzieci się kłócą. Na przykład podczas domowego filozofowania – to doskonała okazja do nauki prowadzenia dialogu:) Wtedy istnieje znacznie większa szansa, że dziecko zarejestruje to, co mówimy. A my nie skończymy ze słynnym „Nie dyskutuj ze mną” albo „Bo ja tak mówię” na ustach.

Wspieraj

Oczywiście istnieje duża szansa, że nawet z naszą pomocą konfliktu nie uda się rozwiązać w satysfakcjonujący dla obu stron sposób. Emocje nie opadną, ktoś poczuje się niesprawiedliwie potraktowany. Jeszcze trudniej bywa, kiedy jedna ze stron próbuje rozwiązać konflikt na spokojnie, ale druga zupełnie nie współpracuje. To może być naprawdę frustrujące. Wtedy po prostu bądź z dzieckiem (jeśli oba osobniki są Twoje, to oczywiście z jednym i drugim). Wyjaśnij, że tak się zdarza. Powiedz, że jesteś dumny, że próbowało rozmawiać. Tak, żeby wiedziało, że jego wysiłki – choć może tym razem nie zakończyły się sukcesem – zostały dostrzeżone i mają wartość.

Oczywiście łatwo jest napisać, a trudniej zrobić. Sama wielokrotnie nie wytrzymuję, słysząc jak moja starsza córka usiłuje ustawić coraz częściej buntującego się przeciwko temu brata. Albo upominam swoje dzieci, żeby ustąpiły młodszej kuzynce – bo ona jest mała. Nie szkodzi. Jak mnie uczyli w szkole, od każdej reguły są wyjątki 😉 To chyba nie jest mądrość z lekcji przedmiotów ścisłych… ale wychowanie dzieci też z pewnością do takich nie należy. Poza tym trzeba byłoby być robotem, żeby w każdej bez wyjątku sytuacji stosować ten sam schemat. Zwłaszcza, kiedy sami jesteśmy zmęczeni i najbardziej na świecie marzymy o ciszy i spokoju. Coś mi jednak podpowiada, że roboty nie byłyby najlepszymi rodzicami (mam nadzieję, że ludzkość nigdy nie wpadnie na pomysł, żeby to sprawdzić!).

Jeśli więc od czasu do czasu wejdziesz w rolę sędziego, bo widzisz, że któremuś dziecku potrzebne jest wsparcie, a nie masz siły być mediatorem ani tym bardziej gasić pożaru jak już pokłócą się na dobre, to trudno. Świat się nie zawali. Dobrze jednak – szczególnie w przypadku trochę starszych dzieci – przyjąć taktykę, że póki sobie radzą i nikt nie czuje się ofiarą, Ty masz wolne. Możesz spokojnie pić kawę i cieszyć się, że Twoje dzieci nabywają właśnie cenne życiowe umiejętności 🙂

Tagged , , , , ,
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Ola
Ola
5 miesięcy temu

Zgadzam się z tobą 🙂 w mojej pracy, w zerówkach, też widzę że większość wysiłku wychowawczego idzie na kształtowanie umiejętności sztuki szlachetnej rozmowy 😁 czyli jak się dogadać i nawet trochę pokłócić, ale się nie obrażać nawzajem i nie wdrażać rękoczynów 😀