literatura

Lista przebojów według Bobaski i Klopsa: Książki dla niemowlaków. Część I

książki dla niemowlaków

Jakie są najlepsze książki dla niemowlaków? Pokażę Wam nasze hity. Postaram się przedstawić wszystkie dostępne na rynku rodzaje książek dla najmłodszych. Jest tego dużo, więc nie zmieści się w jednym wpisie. Dziś będzie o książeczkach kontrastowych, sensorycznych i dźwiękowych. Napiszę, w jaki sposób każde z nich wpływają na rozwój dziecka i, dlaczego niektóre robią to lepiej niż inne. Pamiętajcie, że ostateczny wybór tych najlepszych pozycji zależy przede wszystkim od tego, co najbardziej zainteresuje Wasze dzieciaki. I co Wam samym odpowiada – w końcu to Wy będziecie czytać, pokazywać, opowiadać czy w jakikolwiek inny sposób oswajać dziecko z literaturą. Lepiej, żebyście nie robili tego z obrzydzeniem – wtedy trudno jest przekonać początkującego czytelnika, że czytanie jest fajne 😉

Grupa wiekowa 0-1

Wbrew pozorom przedział wiekowy 0-1 jest bardzo szeroki. Dziecko w ciągu pierwszego roku życia bardzo szybko się rozwija, jego możliwości poznawcze z tygodnia na tydzień się poszerzają. Zmienia się nie tylko to, co rozumie i zapamiętuje, ale i to co jest w stanie zobaczyć. Intensywnie rozwijają się też jego możliwości motoryczne. Trzy- czy czteromiesięczniak nie będzie sam trzymał książeczki czy tym bardziej przewracał stron, a dziecko które zbliża się do pierwszych urodzin zwykle dobrze już sobie z tym radzi.

Jeżeli chcecie dokładnie wiedzieć, co Wasz bobas ogarnie w danym momencie, to bardzo polecam serię Dobra Książeczka wydawnictwa Tekturka. Każda część tej serii przeznaczona jest dla ściśle określonego wieku czytelników. Dla maluchów do roku są trzy części: 0-3 miesiące, 3-6 miesięcy, 6-12 miesięcy. Są to niewielkie kilkustronicowe kartonówki. Ogromną ich zaletą jest to, że są dokładnie dopasowane do możliwości poznawczych dziecka z konkretnej grupy wiekowej. Na okładce jest też informacja dla rodzica o tym, jak dziecko w określonym wieku postrzega świat i, jakie umiejętności aktualnie rozwija. Książeczki wyglądają tak:

najlepsze książki dla niemowlaków Dobra Książeczka

Warto też, oczywiście, obserwować własne dziecko i to, jak reaguje na proponowane mu „pozycje literackie”. U nas wyglądało to tak, że czytelnicze zainteresowania Bobaski rozwijały się dość niestandardowo. Młoda znacznie wcześniej niż to przewidują specjaliści była chętna do tego, żeby po prostu słuchać – bez zjadania czy wyrywania stron. Za to Klops jest już całkiem typowym młodym czytelnikiem – książki cierpią 😛 Z tego powodu inne książki czytałam malutkiej Bobasce, a inne Klopsowi. To, co mówią eksperci, warto traktować jako pewną wskazówkę, ale nie ma się co na tym zafiksowywać.

I. Na dobry początek: książeczki kontrastowe

O ile dalsza kolejność wprowadzania różnych typów książek jest sprawą indywidualną, o tyle zaczynamy zwykle tak samo. Pierwsze książki dla niemowlaków to te z kontrastowymi obrazkami. Wynika to z tego, że są one przeznaczone dla dzieci, które jeszcze niezbyt dobrze widzą. Przede wszystkim, dostrzegają tylko niektóre kolory. Celem takiej literatury jest więc stymulowanie wzroku dziecka i przyciąganie jego uwagi. Dzięki skupianiu uwagi na przedmiocie w mózgu dziecka powstają nowe połączenia nerwowe. Innymi słowy – chodzi nie tylko o ćwiczenie wzroku, ale o wszechstronny rozwój intelektualny dziecka.

Rozwój umiejętności poznawczych nie jest jedyną rzeczą, którą można osiągnąć, pokazując dziecku książeczki i obrazki kontrastowe już od pierwszych miesięcy (czy nawet dni) życia. Równie ważne wydaje się to, że jest to dla malucha okazja do tego, żeby być blisko rodzica i słuchać jego głosu. A dla samego rodzica – do tego, żeby od samego początku życia dziecka nabierać nawyku czytania mu. Nie bez znaczenia jest, w jaki sposób zabieramy się za książki dla niemowlaków. Można je po prostu pokazywać – oddalać i przybliżać obrazki, przesuwać je w lewo i w prawo. To świetne ćwiczenie dla wzroku i mózgu dziecka – podobnie jak wieszanie kontrastowych obrazków i zabawek w łóżeczku, wózku czy innym miejscu, w którym przebywa maluch. Można jednak dodać coś od siebie.

Jak my korzystaliśmy z książeczek kontrastowych?

Nie ukrywam, że samo pokazywanie obrazków trochę mnie nudziło. Dlatego Bobaska miała książki dla niemowlaków nie tylko pokazywane, ale i opowiadane. Wymyślałam jej całe historie. Często z filozoficznymi podtekstami 😉 Miałyśmy swoją ulubioną książeczkę kontrastową z serii Kapitan Nauka. Ze zwierzątkami. Jej się podobało, bo z czasem zaczęła je rozpoznawać (to nie zadanie dla noworodka, ale paromiesięczniak już daje radę), a mi się do tego łatwo wymyślało fabułę. Nie ważne, że Młoda nie ogarniała jeszcze jej przebiegu. Dla niej istotne było to, że mówię, że używam intonacji, wygłupiam się. I przede wszystkim, że leżymy sobie razem i jest nam fajnie 🙂

Przyznaję, że przy drugim dziecku nie miałam już tyle zapału do wymyślania historii. Szczególnie do tych samych książek, które już setki tysięcy razy przerabiałam wcześniej z Bobaską. Czasem opowiadałam, ale byłam mniej zdeterminowana. Znalazłam rozwiązanie – Klops dostał książkę kontrastową z tekstem. Idealnie takim, który nadaje się dla dziecka w tym wieku – prostym, rymowanym i z wyrazami dźwiękonaśladowczymi. Tekst podszedł też – wówczas już prawie dwuletniej – Bobasce, która szybo nauczyła się go na pamięć. Dodatkowo podobało jej się to, że książka jest dwustronna. Nazywa się Kominiarz Piekarz i została wydana przez Dwie Siostry. A wygląda tak:

najlepsze książki dla niemowlaków 
Kominiarz Piekarz

Podejrzewam, że to nie jedyna książeczka kontrastowa z tekstem. Może znajdziecie inne fajne propozycje. My (Bobaska, Klops i ja) polecamy tę. Zwłaszcza tym, co nie bardzo się odnajdują w „czytaniu książek bez literek”.

II. Książeczki sensoryczne

Sensoryczne książki dla niemowlaków, czyli takie, które oprócz wzroku mają stymulować zmysł dotyku. Do ich wykonania używa się materiałów o różnych fakturach i grubości. Mają zwykle elementy zrobione z tkanin, gumy, czasem dołączone są też lusterka albo gryzaki. Wiele z nich szeleści albo wydaje inne odgłosy – by pobudzać także słuch. Wszystko to ma przygotować malucha do zdobywania nowych umiejętności. Często można w nich coś przełożyć, odczepić, przykleić na rzep – tak, by zachęcać dziecko do określonych operacji manualnych. A tym samym – rozwijać motorykę małą.

Muszę przyznać, że u nas nie było na nie szczególnego szału. Nie żeby Bobaska i Klops nie lubili zabaw sensorycznych. Przeciwnie. Zwłaszcza Klops lubi sobie coś pomacać, pogryźć czy poślinić. Obydwoje jednak wychodzą chyba z założenia, że to, co samodzielnie zdobyte i przysposobione dużo lepiej nadaje się na zabawkę – jak nakrętka od słoika, resztki jedzenia, ręka mamy czy futerko kota. Gryzaki i zabawki sensoryczne są im dość obojętne.

Jeśli miałabym Wam polecać książki tego typu, to zdecydowanie nie kartonówki, ale te zrobione z materiału. Są zwykle dużo ciekawsze – więcej w nich różnych elementów. Te faktycznie przykuwały uwagę Bobaski i Klopsa. Zwłaszcza jeśli miały lusterko. Młoda miała jedną, którą faktycznie bardzo lubiła – szeleszczącą, z obrazkami zwierząt wiejskich i hitem – dołączonym piszczącym kurczakiem. Na jej atrakcyjność wpływało na pewno to, że – podobnie jak książeczki kontrastowe – służyła jako podstawa do opowiadania historii. Bardzo polecam Wam stosować tę metodę „czytania” przy wszelkiego rodzaju książkach dla maluchów – czyni je nie tylko ciekawszym, ale również znacznie bardziej rozwijającym dla odbiorcy. Opowiadając, używamy za każdym razem trochę innych słów i wyrażeń. I wkładamy w to sporo emocji – a to przykuwa uwagę i zapada w pamięć.

III. Książeczki dźwiękowe i dźwiękonaśladowcze

Zacznijmy od tego, że większość grających zabawek nie jest najlepsza dla rozwoju dzieci. Dlaczego? Bo dźwięki, które wydają, to silne bodźce dla prawej półkuli mózgu. Kiedy prawa półkula jest przebodźcowana, to lewej trudniej pracować. A to wpływa niekorzystnie na rozwój intelektualny dziecka. Szczególnie logopedzi podkreślają, że tego typu wynalazki (podobnie jak telewizja i inne monitory) mogą opóźniać rozwój mowy – jest za niego odpowiedzialna właśnie lewa półkula (bardzo dużo i ciekawie pisze o tym Pani Logopedyczna – jeśli chcecie dowiedzieć się na ten temat więcej, zajrzyjcie na tę stronę lub na jej profil na Instagramie).

Czy to znaczy, że każda zabawka, która wydaje jakiekolwiek odgłosy to zło wcielone, które zagraża inteligencji naszego dziecka? Bez przesady. Jeśli macie dzieci to na pewno wiecie, które zabawki to te, które mogą przebodźcować. Zwykle można je rozpoznać po tym, że jak tylko widzisz, że Twoje dziecko bierze jedną z nich do ręki, masz ochotę mu ją wyrwać i wyrzucić przez okno. Albo zakopać gdzieś głęboko. To te zabawki, przed którymi ucieka Twój kot, z których po kilku dniach wyjmujesz baterie i udajesz, że się zepsuły. Albo w ogóle chowasz gdzieś lub wynosisz z domu, mając nadzieję, że dziecko sobie o nich nie przypomni. Takie cuda grają, piszczą, świecą, wyrzucają z siebie jedną po drugiej dziecięce piosenki i emitują więcej decybeli niż jakikolwiek sprzęt domowy.

Książeczki z nagranymi odgłosami

Wśród takich zabawek-potworów zdarzają się książki dla niemowlaków. Albo pseudo-książki. Tych z pewnością nie polecam! Większość książeczek dźwiękowych jest jednak znacznie subtelniejsza. Często są to pozycje obrazkowe z nagranymi odgłosami zwierząt czy pojazdów.

Seria, która cieszy się dość dużą popularnością to Poznaję dźwięki wydawnictwa Yoyo Books. Nasze dzieciaki też ją polubiły. Bobaska miała dwie części: ze zwierzętami i odgłosami natury (jak deszcz, wiatr albo morze). Klops dostał też taką z fragmentami z utworów Beethovena. Jest jeszcze kilka innych z muzyką klasyczną. Mnie trochę wkurza, jak słyszę parę dźwięków z tej samej kompozycji wciąż od początku, ale Młody był zachwycony. Dodatkowy plus jest taki, że jak dziecko osłucha się z tymi kilkoma nutami, potem rozpoznaje je, kiedy słyszy całość. I zwykle – w myśl zasady, że lubimy te utwory, które znamy – chętnie tej całości słucha. W ten sam sposób Bobaska pokochała walce Straussa. I przez jakiś czas uważała, że jest to jedyny rodzaj muzyki, do jakiego należy tańczyć 😉

A to nasze pozycje z serii Poznaję dźwięki:

najlepsze książki dla niemowlaków poznaję dźwięki

Książki dla niemowlaków z onomatopejami

Zabawki z nagranymi odgłosami mogą być fajne, ale najlepsze dźwiękowe książeczki dla niemowlaka to z pewnością te z onomatopejami. Jaka jest ich przewaga? Taka, że w przypadku pierwszych książka sama wydaje odgłosy, a tutaj musi to robić rodzic. Nie brzmi jak zaleta? Cóż, faktycznie jest z tym więcej roboty. Nie ukrywam, że korzystam z tego, że niektóre książeczki nadają się do samodzielnego użytku. Zostawiam bobasy z taką lekturą i zajmuję się, na przykład, sprzątaniem po śniadaniu. To jednak nie powinien być jedyny sposób, w jaki dziecko oswaja się z czytaniem. Wspólny czas z książką to podstawa!

Nic tak dobrze jak onomatopeje nie sprzyja rozwojowi mowy u dziecka. Od nich zaczyna się komunikacja werbalna. Kiedy my używamy wyrazów dźwiękonaśladowczych, dziecko osłuchuje się z nimi i z czasem próbuje powtarzać. Zaczyna też coraz więcej rozumieć. Żadna „interaktywna” zabawka nie rozwija mowy i ogólnych umiejętności poznawczych dziecka w tym samym stopniu co rodzic mówiący „to jest siiiiii”, udający krowę albo zachwalający walory smakowe mleka z pomocą wyrażenia „mniam mniam” 🙂 Dlaczego? Bo zabawa przedmiotem nigdy nie będzie autentyczną sytuacją komunikacyjną. A tylko wchodząc w taką sytuację uczymy się porozumiewać z otoczeniem.

Najlepsze dźwiękonaśladowcze książki dla niemowlaków to….

Jakie książki dźwiękonaśladowcze czytać z dziećmi do końca pierwszego roku życia? Świetna jest – chyba najbardziej znana – Wielka Księga Dźwięków od Dwóch Sióstr. Ma obecnie kontyunuację – Wielką Księgę Ryków. My z kolei korzystaliśmy najwięcej z serii OnoMaTo wydawnictwa Olejsiuk. To są takie malutkie kilkustronicowe książeczki, ale naprawdę się sprawdzają. Kupiłam kiedyś Bobasce na próbę dwie i to był strzał w dziesiątkę. Problem polegał na tym, że jak chciałam jej dokupić następne części, to już nigdzie ich nie było! Na szczęście później wyszły nowe – więc powinniście bez trudu jakieś znaleźć. Nasze wyglądają tak:

najlepsze książki dla niemowlaków OnoMaTo

Ciekawą propozycją są też wydane przez Nebule książki A gu gu, A ku ku i Gadu gadu. Wyróżniają się tym, że wyrazy dźwiękonaśladowcze są na nich zapisane dużymi literami na oddzielnej stronie – obok obrazka. Tym samym książki mogą służyć też trochę starszym dzieciom, wspomagając rozwój umiejętności czytania globalnego.

Coś nie tylko dla maluchów

Na koniec dwie serie nie tylko dla niemowlaków. Po pierwsze nasz absolutny ulubieniec: Pucio Marty Galewskiej-Kustry od wydawnictwa Nasza Księgarnia. Jeśli ktokolwiek z Was jeszcze nie słyszał o Puciu, to tak wygląda pierwsza część:

Pucio Marta Galewska-Kustra

Bobaska pokochała go od pierwszego wejrzenia. Doskonale ją rozumiem. W tej książce świetne jest wszystko. Przede wszystkim to, jak rozwija mowę dziecka – taki jest podstawowy cel tej serii. Nasza Młoda mówiła, jak miała półtora roku i uważam, że Pucio maczał w tym palce. Cała reszta też jest super – ilustracje Joanny Kłos, stoworzone przez autorkę postacie, przedstawienie codziennych sytuacji, relacji rodzinnych. I to, że Pucio rośnie wraz z czytelnikiem. My mamy prawie wszystkie części. I nie ma ani jednej, którą Bobaska lubiłaby mniej. Dla dzieci do końca pierwszego roku życia polecamy pierwszą część – bo tu mamy właśnie wyrazy dźwiękonaśladowcze. W dodatku pojawiają się one w określonym kontekście – tak jak wtedy, kiedy używamy ich w życiu. To tym lepiej sprzyja rozwojowi mowy. Kolejne części to już nie onomatopeje, ale słowa – o nich będzie w kolejnych wpisach.

Coraz bardziej popularna jest też druga podobna seria książek – Jano i Wito Wioli Wołoszyn. Bobaska ich nie miała, ale Klops ma i chętnie do nich sięga. Nie jest to aż taki szał, jak w przypadku jego starszej siostry i Pucia, ale Młody ogólnie ma chłodniejszy stosunek do książek, w których nic się nie rusza 😉 Seria jest też na pewno godna polecenia. Teoretycznie jest przeznaczona dla dzieci już od urodzenia, ale w moim przekonaniu lepiej sprawdzi się dla roczniaków. Dlatego poświęcę jej więcej uwagi przy okazji kolejnych wpisów.

To tyle na dziś. Jeśli chcecie poczytać o innych książkach odpowiednich dla maluchów w pierwszym roku życia, to zajrzyjcie TU i TU.

A jakie są Wasze doświadczenia z książkami dla niemowlaków? Czytaliście? Sprawdzały się? Mieliście swoje ulubione?

Tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Magda
Magda
3 lat temu

U nas młody się zraził do Jano i Wito, bo w pierwszych wydaniach tylko jeden kamień był „dotykalski” 🙂
Ale teraz mam te dla starszych dzieci, co się uczą mówić R i S. I są bardziej spoko 😉

Justyna
Justyna
3 lat temu

U nas póki co rządzi Pucio i Rok na ulicy Czereśniowej 🙂 i szukam inspiracji co by tu jeszcze poczytać 🙂